Język
 
Love Logo | Typograficzna Enigma
17957
post-template-default,single,single-post,postid-17957,single-format-standard,cookies-not-set,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode_grid_1300,side_area_uncovered_from_content,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-10.1.1,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

Typograficzna Enigma

Zespół badaczy z Uniwersytetu Columbia opracował niedawno metodę szyfrowania informacji przy użyciu typografii. Można dzięki niej przemycić dowolną informację w tekście, niemożliwą do odczytania dla ludzkiego oka. Zasada działania tej metody jest o tyle prosta co złożona. Bazuje ona na tym, że do składu tekstu używa się specjalnie spreparowanego kroju pisma, którego poszczególne znaki występują w kilku lub kilkunastu wersjach. Subtelne różnice pomiędzy tymi samymi znakami, są dla przeciętnego oglądającego niezauważalne. Dla wprawnego oka zaś, jawią się podobnie, jak różnice kształtu liter wynikające z niedoskonałości technik drukarskich czy podłoża.

Poniżej różnica powyższych dwóch obrazów

Do odczytania tak zakodowanej informacji, wykorzystywane jest oprogramowanie z zaimplementowanymi mechanizmami uczenia maszynowego, które jest w stanie wychwycić różnice w znakach i dzięki temu dekoduje informację. Działa to podobnie jak powszechnie stosowane kody QR z tą różnicą, że zamiast pikseli wykorzystano znaki alfabetu.

Ponieważ naoglądaliśmy się zbyt wiele filmów szpiegowskich, skojarzenia z przekazywaniem tajnych wiadomości nasuwają się jako pierwsze. Powyższa technika mimo iż pomysłowa, na tle możliwości jaki daje daje dzisiejszy cyfrowy świat, jawi się jako wielce prymitywna. Tajne służby mają zdecydowanie lepsze narzędzia o których pewnie nie mamy pojęcia a zbuntowane maszyny prędzej wymyślą własny język niż zniżą się do takiego poziomu komunikacji w konspiracji przed człowiekiem 😛

Cała powyższa idea to jednak nie zabawa w tajnych agentów a próba znalezienia sposobu na implementację informacji, które nie będą wywierały wpływu na projekt graficzny czy układ tekstu. To taki następca wspomnianych wcześniej kodów QR z tą różnicą, że niezauważalnych dla ludzkiego oka. Można w ten sposób także, zabezpieczać dokumenty tekstowe przed zmianami lub umieszczać niestandardowe metadane. Gdyby dekoder tego typu umieścić standardowo w aplikacji aparatu telefonu, mógłby on na przykład wyświetlać dodatkowe informacje na ekranie, wykorzystując nadchodzącą małymi kroczkami AR – rzeczywistość rozszerzoną.

Czy owo rozwiązanie się upowszechni? Szczerze w to powątpiewam a to z jednego prozaicznego powodu: tysiące typograficznych pedantów i purystów mogłoby wtedy wyjść na ulicę… 😀